Rozmowa miesiąca - redaktor naczelny Krzysztof Turzański

wrzesień 2007

Ekshibicjonista, kłamca, drań

Czarny charakter?

PP: Przegląd Piekarski skończył właśnie trzy lata. To dużo, czy mało?
KT: To zależy, z której strony spojrzeć. Z mojego punktu widzenia to całkiem sporo i traktuję to w kategoriach sukcesu, zwłaszcza, że kiedy zaczynaliśmy Czytelnicy dawali nam dwa, trzy miesiące. Zdarzało się, że nawet nasi dziennikarze nie wierzyli, że utrzymamy się na rynku. Bo prawda jest taka, że bez dofinansowania jest to bardzo trudne. Zresztą w Piekarach Śląskich było wcześniej kilka prób stworzenia miejskiej gazety i każda prędzej czy później była zamykana. Nam jako jedynym udało się przetrwać i rozwinąć, powstał blog, użyteczna strona internetowa i Piekarska TV.
PP: Nie wpadajmy w samozachwyt - konkurencyjny Głos Piekarski również jest na rynku.
KT: Jest i będzie tak długo, jak długo będzie dofinansowywany z budżetu miasta. To dobry układ, bo likwiduje stres związany z zapewnieniem gazecie finansowania, ale ceną za ten komfort jest brak niezależności. Tym niemniej jest to gazeta miejska, spełniająca określone cele, a takie posiada większość miast. Dlatego trudno też mówić o konkurencji, bo Głos i Przegląd to dwie zupełnie inne gazety.
PP: I dlatego jesteś tak agresywny?
KT: W Piekarach Śląskich posiadanie innego zdania jest traktowane jako agresja. Rola dziennikarza to podawanie informacji. Oczywiście można podawać tylko dobre informacje, ale przecinanie wstęgi, otwarcia i same sukcesy są dla Czytelnika niewiarygodne. Pisanie w ten sposób to piekarski Matrix. Tak naprawdę życie nie jest pasmem sukcesów. Każdy z nas miał w życiu wpadki, kryzysy i niepowodzenia. Polska nie jest krajem mlekiem i miodem płynącym, a Piekary Śląskie nie są oazą szczęśliwości. Musimy zmierzyć się z codziennymi problemami. I nie mogę omijać takich tematów jak nepotyzm, zarzuty wobec wiceprezydenta, sprawowanie funkcji publicznych bez wymaganego doświadczenia, czy polityczne awantury. To nasza rzeczywistość. Publikuję teksty mieszkańców, listy, komentarze i uwagi. Kiedyś powiedziałem, że Przegląd ma być gazetą Czytelników i staram się to założenie konsekwentnie realizować.
PP: Ale potem możesz przeczytać o sobie, że jesteś kłamca, gówniarz i cham.
KT: Prawdopodobnie właśnie taki jestem. Bezwzględny drań, kłamca i manipulator. A tak na poważnie to nie mam zamiaru się przejmować takimi tekstami, rzucanymi anonimowo w internecie. Po takie "argumenty" sięgają ludzie, którzy nie są wstanie podjąć merytorycznej polemiki. Poza tym tak naprawdę w większości przypadków są to osoby związane politycznie czy zawodowo z określoną grupą i nie przedstawiają poglądów większości naszych Czytelników.
PP: A jakie są poglądy większości?
KT: Nie mam zielonego pojęcia. Wbrew pozorom społeczeństwo nie jest aż tak aktywne, że zalewają nas setki listów, e-maili i telefonów. Staramy się zachęcać mieszkańców do dyskusji, ale nie jest to łatwe. Myślę, że mój blog był krokiem w dobrym kierunku.
PP: Jesteś politycznie zaangażowany?
KT: Zdaniem działaczy tak... Bo każdy chciałby użyć Przeglądu jako swojej tuby propagandowej. I władza chciałaby wyeliminować z niego opozycję, a opozycja władzę. Nie ze mną takie numery. W gorącym okresie wyborczym udostępniliśmy wszystkim na równych prawach powierzchnię reklamową.
PP: I biznes się kręci...
KT: Nie wiem dlaczego, ale niektórzy oczekują, że Turzański będzie pracował charytatywnie i dbał o pozytywny wizerunek tego czy tamtego polityka. Przykro mi, ale od tego są strony reklamowe, a nie redakcyjne.
PP: Ale zarzuty, że jesteś w opozycji się pojawiły...
KT: Bo irytuje mnie ograniczenie radnych, przyglądam się ich działalności i krytykuję. Bo potrafią się kłócić przez godzinę na kogo spłynie splendor z utworzenia placu zabaw. Zresztą w tym konkretnym przypadku obie strony zagrały pod publikę... Nie będę tego komentował – można obejrzeć materiał z tych przepychanek w naszej telewizji internetowej. Przypomina mi to większe przejmowanie się przyszłym wynikiem wyborczym niż sprawami bieżącymi. I wobec takich akcji jestem w "opozycji". I potem jestem ten "zły", bo inni omijają takie tematy.
PP: Trochę sam się kreujesz na tego "złego"...
KT: Bo ubawiły mnie takie teksty. Poza tym musi być równowaga w przyrodzie i dlatego jeśli są "dobrzy" dziennikarze, muszą być także ci "źli". A ja nie dość, że jestem zły to jeszcze z Chorzowa. Jak się komuś nie podoba, to może nie czytać Przeglądu. Z dużą przyjemnością noszę koszulkę "Nie czytam Turzańskiego" i niczym się nie przejmuję.
PP: Ale obracasz się wśród wszelkiej maści działaczy. Czy tym samym nie uwikłałeś się w różnego rodzaju "układy"?
KT: Moją największą wadą, a może zaletą jest to, że nie potrafię ukrywać swoich poglądów. Co w sercu to na języku. Nie nadaję się do lawirowania, zaciemniania obrazu sytuacji i Moja żona uważa, że generalnie za dużo gadam. Cóż, jestem małym ekshibicjonistą. Wszystko co myślę publikuję w gazecie, na blogu, a niedługo na prywatnej stronie internetowej, nad którą pracuję. Taki już jestem. Nieco gadatliwy...

rozmawiała: Katarzyna Nylec
Copyright © 2006/2007 Krzysztof Turzański